Forum -> Kłopoty z dysleksją -> Kłopoty z dysleksją
| Tytuł: | Kłopoty z dysleksją |
| Autor: | Ela 13.2.2012, 02:01 |
| Chodziłam do szkoły w latach 90. O dysleksji wtedy nie wiedziano wiele. Były przypadki, że uczeń został zdiagnozowany jako dyslektyk. Jako dowód tego przedstawiał świstek papieru z pieczątką. Jak wtedy nauczyciel reagował? Albo wierzył, że to rzeczywisty problem i uczeń został zwalniany z pisania prac klasowych, albo nauczyciel nie wierzył, węszył \"ściemę\" i lenia i ignorował papier potwierdzający dysleksję. Nie dziwię się tym zachowaniom. Jeśli udokumentowanie dysleksji miało polegać tylko na pokazaniu jednego świstka papieru to - trzeba przyznać - że nauczyciel miał prawo nie dowierzać. Sami wiemy, że zdarzały się przypadki przedstawiania fałszywych zwolnień lekarskich, fałszywych zaświadczeń itd. Równie dobrze można było sfałszować czy kupić zaświadczenie o dysleksji. Powiedzmy jednak, że nauczyciel uwierzył, że dziecko ma dysleksję. Jaki to miało skutek? Uczeń nie musiał pisać wypracowań. Reszta klasy czuła, że jest to niesprawiedliwe. Fakt, że było to niesprawiedliwe, ponieważ świstek papieru jest łatwo sfałszować. Aprobowanie dysleksji było więc w tym przypadku przyzwoleniem na lenistwo i \"ściemę\". Odłóżmy jednak na bok sprawę zachowania nauczycieli, ponieważ najbardziej w całej tej sytuacji cierpieli uczniowie, którzy naprawdę mieli dysleksję. Dysleksja to rzeczywisty problem, potwierdzony naukowo i nie można go lekceważyć. Nie wiem jak jest teraz w szkole. Może coś się zmieniło od lat 90? Mam nadzieję, że tak. Wiem jak jest w szkołach w Wielkiej Brytanii. Potwierdzanie, że uczeń ma dysleksję to długi proces, w który zaangażowanych jest kilka osób: nauczyciele i inne osoby, które pracują z danym uczniem, które mają możliwość obserwacji procesu nauki danego ucznia, psycholog edukacyjny, specjalista z Wydziału Edukacji z lokalnego urzędu miejskiego pod który podlega szkoła, rodzice. Uczeń jest poddany takiej obserwacji a jego wyniki w nauce takiej analizie, że niemożliwe jest w tym wypadku sfałszowanie przez niego zaświadczenia (tym bardziej, że to szkoła zleca badanie psychologiczne, uczeń nie wybiera psychologa do którego się udaje) Jeśli zatem uczeń w Wielkiej Brytanii ma zaświadczenie o dysleksji znaczy to, że problem u niego naprawdę istnieje. Jak wygląda sprawa potem? Opracowuje się dla niego specjalny program edukacyjny i przydziela osobę, która pomaga mu z nauką czytania i pisania. Nie jest zwalniany z prac pisemnych ale mają one inny poziom, poziom dostosowany do jego możliwości. Nie ma zatem mowy o lenistwie i \"ściemie\". Myślę, że to dobry przykład na to jak podejść do problemu dysleksji. Życzę wszystkim dyslektykom aby ich problem potraktowano w szkołach poważnie. Myślę, że z dysleksją da się żyć, uczyć i studiować. | |
