Forum -> Kłopoty z dysleksją
| Tytuł: | Kłopoty z dysleksją |
| Autor: | 4.3.2010, 10:01 |
| Dysleksja to problem wielu dzieci, chociaż niektórzy nie chcą tego przyjąć do wiadomości. uważają, że to wymysł współczesnych psychologów, że kiedyś czegoś takiego nie było. Ja uważam inaczej, Doznałam tego, moja córka jest dyslektyczką. Pierwsze objawy przeoczyłam, a w zasadzie zauważyłam, że ma pewne problemy, że np. nie lubi rysować, a jeżeli już zmusi się ja do tego, to rysunek jest okropny, znacznie odbiega od rysunków dzieci w jej wieku. Pamiętan taką historię z przedszkola. Panie wywieszały rysunki dzieci na tablicy na holu, rysunku mojego dziecka nigdy tam nie było. Kiedyś gdy przyszłam po córkę, ta wzięła mnie za rękę, podprowadziła do tablicy, wskazała na rysunek i mówi, że to ona narysowała. Oczywiście nie był to jej rysunek. Pamiętam jak ścisnęło mi się serce. Znacznie poźniej, już w szkole okazało się, że to dysleksja. Gdybym wcześniej miała jakąkolwiek wiedzę na temat dysleksji, to pewnie skojarzyłabym występujące problemy z mozliwością wystąpienia dysleksji. Podobno na terapie nigdy nie jest za późno, ale wiadomo, że im wcześniej tym lepiej. Każda młoda matka powinna to wiedzieć i jeżeli coś ją zaniepokoi pojść do poradni. A jak się okaże, że to nie dysleksja - to jeszcze lepiej. | |
| Tytuł: | Kłopoty z dysleksją |
| Autor: | Aneta 4.3.2010, 10:01 |
| a czy dzieci, po stwierdzeniu u nich dysleksji, należy w jakiś szczególny sposób stymulować, czy tak jak dzieci bez tej dysfunkcji? Jesteś pedagogiem, więc pewnie coś na ten temat wiesz. Znam przypadek, kiedy mama dziecka ze stwierdzoną dysleksją praktycznie nie robi nic, żeby rozwijać swoją pociechę, tylko macha świstkiem (orzeczeniem) nauczycielom przed oczami. A może nie da się już nic zrobić ? | |
| Tytuł: | Kłopoty z dysleksją |
| Autor: | Muchomor 4.3.2010, 10:02 |
| ja jak bylem maly to bylem cisniety przez swojego chrzestnego z wyksztalcenia nauczyciel jezyka polskiego i rosyjskiego bardzo tego nie lubilem ale ciagle dyktanda dawaly skutek wyuczenia na pamiec zasad ortografii oraz sporej ilosci wyrazow czytanie ksiazek na godzine badz na ilosc stron na dobre mi nie wyszlo, poniewaz mam awersje do czytania i choc czasem bym cos chcial przeczytac to jakos mnie to meczy i nudzi generalnie to bylo dawno temu i wiem ze w olsztynie byla poradnia i mozna bylo jakos dzieci tu leczyc, w szczytnie wtedy nie nie mniej jakos podstawowke i wiekszosc szkoly sredniej udalo mi sie spokjnie przejsc choc nie raz sie wkurzalem ze za glupie bledy 2-3 oceny szlo w las mimo ze tresc byla ok teraz troche latwiej choc uwazam ze czasem niektorym za szybko stwierdzaja dysortografie (bo to tylko jedno z wielu schorzen dyslekcji) takze generalnie pozdrawiam pozostalych dyslektykow ps teraz juz niestety nie cwicze zeby nie popelniac bledow i czasem mnie moja polowka z lekkim nerwem poucza :D | |
| Tytuł: | dysleksja |
| Autor: | Marek 18.5.2010, 12:42 |
| ciekawe czy mozna odroznic lenia od dyslektyka, he he | |
| Tytuł: | Kłopoty z dysleksją |
| Autor: | Ela 13.2.2012, 02:01 |
| Chodziłam do szkoły w latach 90. O dysleksji wtedy nie wiedziano wiele. Były przypadki, że uczeń został zdiagnozowany jako dyslektyk. Jako dowód tego przedstawiał świstek papieru z pieczątką. Jak wtedy nauczyciel reagował? Albo wierzył, że to rzeczywisty problem i uczeń został zwalniany z pisania prac klasowych, albo nauczyciel nie wierzył, węszył \"ściemę\" i lenia i ignorował papier potwierdzający dysleksję. Nie dziwię się tym zachowaniom. Jeśli udokumentowanie dysleksji miało polegać tylko na pokazaniu jednego świstka papieru to - trzeba przyznać - że nauczyciel miał prawo nie dowierzać. Sami wiemy, że zdarzały się przypadki przedstawiania fałszywych zwolnień lekarskich, fałszywych zaświadczeń itd. Równie dobrze można było sfałszować czy kupić zaświadczenie o dysleksji. Powiedzmy jednak, że nauczyciel uwierzył, że dziecko ma dysleksję. Jaki to miało skutek? Uczeń nie musiał pisać wypracowań. Reszta klasy czuła, że jest to niesprawiedliwe. Fakt, że było to niesprawiedliwe, ponieważ świstek papieru jest łatwo sfałszować. Aprobowanie dysleksji było więc w tym przypadku przyzwoleniem na lenistwo i \"ściemę\". Odłóżmy jednak na bok sprawę zachowania nauczycieli, ponieważ najbardziej w całej tej sytuacji cierpieli uczniowie, którzy naprawdę mieli dysleksję. Dysleksja to rzeczywisty problem, potwierdzony naukowo i nie można go lekceważyć. Nie wiem jak jest teraz w szkole. Może coś się zmieniło od lat 90? Mam nadzieję, że tak. Wiem jak jest w szkołach w Wielkiej Brytanii. Potwierdzanie, że uczeń ma dysleksję to długi proces, w który zaangażowanych jest kilka osób: nauczyciele i inne osoby, które pracują z danym uczniem, które mają możliwość obserwacji procesu nauki danego ucznia, psycholog edukacyjny, specjalista z Wydziału Edukacji z lokalnego urzędu miejskiego pod który podlega szkoła, rodzice. Uczeń jest poddany takiej obserwacji a jego wyniki w nauce takiej analizie, że niemożliwe jest w tym wypadku sfałszowanie przez niego zaświadczenia (tym bardziej, że to szkoła zleca badanie psychologiczne, uczeń nie wybiera psychologa do którego się udaje) Jeśli zatem uczeń w Wielkiej Brytanii ma zaświadczenie o dysleksji znaczy to, że problem u niego naprawdę istnieje. Jak wygląda sprawa potem? Opracowuje się dla niego specjalny program edukacyjny i przydziela osobę, która pomaga mu z nauką czytania i pisania. Nie jest zwalniany z prac pisemnych ale mają one inny poziom, poziom dostosowany do jego możliwości. Nie ma zatem mowy o lenistwie i \"ściemie\". Myślę, że to dobry przykład na to jak podejść do problemu dysleksji. Życzę wszystkim dyslektykom aby ich problem potraktowano w szkołach poważnie. Myślę, że z dysleksją da się żyć, uczyć i studiować. | |
